Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Linkin Park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Linkin Park. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 czerwca 2018

Premiera: pacynkowy show od Mike'a Shinody w teledysku do "Ghosts"

czerwca 07, 2018 3
Czerwiec to miesiąc, w którym ukazać ma się kilka niezwykle interesujących płyt. Jedną z nich jest solowy materiał Mike'a Shinody z Linkin Park. Raper, producent i multiinstrumentalista zaprezentował nam kolejny fragment nadchodzącego krążka. Jeśli dobrze liczę, piosenka Ghosts jest już ósmą przedstawioną nam przed premierą Post Traumatic. Tym razem Shinoda poprzez wideoklip pokazał, że nie boi się robić rzeczy totalnie na jego zasadach. Kto bowiem w dzisiejszych czasach tworzy teledysk w roli głównej z dwoma skarpetami-pacynkami?

Jeśli chodzi o sam utwór, wciąga do tego stopnia, że można wybaczyć Mike'owi  dość znaczące efekty nałożone na wokal.


Poprzedni wpis na blogu: sCOVERowane #02: Linkin Park "Rolling In The Deep" (Adele cover)

Zapraszam również na profil Dźwięków Wnęki na Facebooku.



DŹWIĘKI WNĘKI - STRONA GŁÓWNA

środa, 6 czerwca 2018

sCOVERowane #02: Linkin Park - Rolling In The Deep (Adele cover)

czerwca 06, 2018 2
lipiec 2011 roku,
w Londynie odbywa się iTunes Festival. Przez cały miesiąc w sali koncertowej Roundhouse publiczność ma by świadkiem występów znanych i lubianych artystów z całego świata. W ciągu 31 dni na scenie pojawią się m. in. Bruno Mars, Coldplay, Swedish House Mafia czy Foo Fighters.

Czwartego dnia festiwalu w Camden (dzielnica Londynu) gości Linkin Park. Grupa promuje swoją ostatnią płytę A Thousand Suns, która spotkała się z dość pozytywnym odbiorem wśród krytyków i fanów, choć nie przyniosła wielkich radiowych hitów. Bennington i spółka nie oszczędzają się serwując widowni mieszankę nowych kompozycji i największych przebojów grupy. Po ponad godzinie występu zespół wykonuje One Step Closer (piosenkę, która bardzo często kończyła sety Amerykanów), dziękuje fanom i schodzi ze sceny.Publiczność jednak czeka na więcej.
Po kilku minutach oklasków i okrzyków z ciemności wyłania się Chester, a po chwili również Mike.
Wokalista z charakterystycznymi tatuażami dziękuje za owacje i anonsuje, że dziś LP zrobi coś wyjątkowego - wykona piosenkę z cudzego repertuaru (w przypadku Kalifornijczyków było to prawdziwą rzadkością). Gdy dodaje: - To miejscowa artystka - ciekawość zgromadzonych w Roundhouse ludzi sięga zenitu. Po pierwszej wyśpiewanej frazie, wszyscy już dobrze wiedzą, że chodzi o Adele i jej wielki hit Rolling In The Deep.

Subtelny akompaniament pianina powoduje, że głos Benningtona brzmi jeszcze bardziej zachwycająco niż zwykle. Wokalista zdaje się być w artystycznym transie.  Publiczność zostaje zaczarowana, nie przeszkadza jej to jednak we wtórowaniu przy dźwiękach refrenu. Takiego wykonania jednego z największych hitów 2011 roku nikt się nie spodziewał. Gdy lider Linkin Park wydobywa ze swego gardła ostatnią frazę, w sali słychać ogromne, w pełni zasłużone brawa. Do dziś ten cover robi na mnie olbrzymie wrażenie.



Oryginał:


Poprzedni wpis na blogu: Muzyczny Alfabet: Litera "I"

Poprzedni wpis z cyklu sCOVERowane: #01: Johnny Cash - Hurt




DŹWIĘKI WNĘKI - STRONA GŁÓWNA

niedziela, 3 czerwca 2018

Muzyczny Alfabet: Literka "I" - moje muzyczne propozycje

czerwca 03, 2018 6
Witajcie,
pierwszy poniedziałek czerwca przed nami. Wiem, że Wam również ciężko jest wrócić do swoich obowiązków po weekendzie. Dawka dobrej muzyki może jednak ułatwić zmierzenie się z rozmaitymi wyzwaniami.

Dziś już po raz dziewiąty zaprezentuję Wam wpis z cyklu Muzyczny Alfabet, który tworzę na bazie pomysłu zawartego na blogu muzyczna-lista.pl. Tym razem nasze myśli krążyć będą wokół artystów i piosenek na literę "I".

Zapraszam do wysłuchania nowego zestawienia! ;)

Zespół: Itchy
Trójka Niemców, o której kilka razy już wspominałem na swoim blogu. Itchy w zeszłym roku wydali płytę, dzięki której można było poczuć, że dobry rock nie umarł. Na krążku pojawiły się m. in. utwory Fall Apart (wybrany przeze mnie najlepszą piosenką roku) oraz The Sea, którego teledysk zwraca dosadnie uwagę na problem zaśmiecenia wód na naszej planecie. Jeśli wcześniej nigdy nie słyszeliście choćby fragmentu twórczości zespołu Itchy, pora zmienić ten stan rzeczy.Warto!

 

O wydanej w 2017 roku płycie Itchy - All We Know możecie poczytać tutaj.

Wokalistka: Imany
Jeśli chodzi o wokalistkę na literę "I", postawiłem na Imany. Francuzka dysponuje osobliwą barwą głosu, pozwalającą jej kreować wyjątkowe kompozycje. Poniżej największy przebój ciemnoskórej wokalistki, który zyskał drugie życie dzięki tanecznej wersji stworzonej przez duet Filatov & Karas.

 

Twórca: Ingrosso
Ciężko było znaleźć mi wokalistę z "I" na początku nazwiska bądź imienia. Dlatego w tej odsłonie Muzycznego Alfabetu postawiłem na twórcę, a konkretniej na DJ-a. Sebastian Ingrosso dobrze znany jest zwłaszcza wielbicielom muzyki tanecznej. Wraz z Axwellem (z którym współpracuje obecnie najczęściej) oraz Stevem Angello tworzył formację Swedish House Mafia, mogącą poszczycić się kilkoma wielkimi hitami. Trójka DJ-ów 5 lat temu pożegnała się z publicznością ogłaszając zakończenie wspomnianego projektu. W marcu tego roku Swedish House Mafia zagrali jednak jeden koncert, a w mediach coraz głośniej mówi się o powrocie tego podmiotu w oryginalnym składzie.

 

Muzyczny klasyk: Stevie Wonder "I Just Call To Say I Love"
Piękna piosenka wykonywana przez przez niewidomego Steviego do dziś inspiruje i zachwyca ludzi na całym świecie. Niedawno w sieci i rozgłośniach radiowych pojawił się remiks przeboju Amerykanina, którego autorem jest Polak o pseudonimem Brave. Jak dla mnie, jest on bezmyślną profanacją ponadczasowego przeboju.



Album: Jess Glynne "I Cry When I Laugh"
Zwyciężczyni ostatniej Złotej siódemki jak na razie ma na swoim koncie wiele kolaboracji i jeden autorski krążek. I Cry When i Laugh to bardzo dobra popowa płyta, potwierdzająca że muzyka popularna wcale nie musi być pozbawiona stylu i klasy. O wokalu Jess napisałem już na Dźwiękach Wnęki wiele dobrego, więc dziś niech przemówi on przez muzykę. Do Muzycznego Alfabetu nominowałem piosenkę Why Me, moim zdaniem kompletnie niedocenioną.



Duet: Iggy Azalea feat. Jeniffer Hudson - Trouble
Może to dziwne, ale lubię brzmienie rapu Iggy. Sama raperka ma na w swoim muzycznym CV lepsze, gorsze i fatalne numery, lecz ostatnim singlem Savior Australijka wydaje się podążać w dobrą stronę. Poniżej przyjemny dla ucha duet Iggy z Jennifer Hudson.

 

Przebój: Linkin Park "In The End"
Reprezentujący mój ulubiony album (Hybrid Theory) In The End, dla mnie zasługuje na miano piosenki ponadczasowej.W swoim życiu słyszałem setki wykonań i remiksów tej kompozycji. Wersja z festiwalu Rock Werchter z 2017 roku zrobiła na mnie spore wrażenie.



Ciekawa piosenka: Maty Noyes "In My Mind"
Nie wiem jakim cudem Maty Noyes nie jest jeszcze wielką gwiazdą. Ma wyjątkowy głos, prezencję oraz niezłych producentów, jednak do popularności czołówki popowej sceny jeszcze sporo jej brakuje. Może to kwestia czasu. Osobiście trzymam kciuki!






DŹWIĘKI WNĘKI - STRONA GŁÓWNA

środa, 18 kwietnia 2018

Muzyczny alfabet: Literka H - moje dźwiękowe inspiracje

kwietnia 18, 2018 2
Witajcie,
w kolejnym epizodzie muzycznego alfabetu pod lupę weźmiemy najciekawsze dźwięki, których wspólnym mianownikiem jest literka "H". Przyznam się szczerze, że przed przygotowaniem tego wpisu, nie spodziewałem się, że ta głoska skrywa w sobie tak wiele fantastycznych muzycznych dzieł.
Bez zbędnego przedłużania zapraszam zatem do lektury i odsłuchu dzisiejszych propozycji.

Zespół:
1. Heroes Get Remembered

Poznałem ich w czasach kiedy istniał jeszcze kanał o nazwie Patio Tv. Heroes Get Remembered mieli okazję wystąpić wtedy w programie "Bitwa o Łódźstock", w którym rywalizowały ze sobą mało znane zespoły. Choć od tego czasu, zdążyli mocno przemeblować skład i brzmienie, ich muzyka nadal ma w sobie coś, co bezapelacyjnie powinno przykuć Waszą uwagę. Według mnie płyta No Mirrors, No Friends autorstwa Herroes Get Remembered to jeden z najlepszych polskich rockowych krążków ostatnich lat.



* utwory Heroes Get Remembered odnajdziecie m. in. na Playliście Dobre i polskie, którą opublikowałem jakiś czas temu tutaj

2. happysad

Tej grupy chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Choć może nie mam racji, bo większość rodaków kojarzy happysad głównie z przebojem Zanim pójdę, a dyskografia Kuby Kawalca i spółki zawiera  wiele innych doskonałych kompozycji. Brzmienie bandu przez lata ewoluowało. Jak mówią, każdy medal ma dwie strony. Nowe dźwiękowe oblicze skarżyszczan nie zawsze trafia do mnie w 100 %. Zmiany są jednak zakodowane w artystycznym DNA.



* w zeszłym miesiącu twórczość zespołu była kanwą jednej z odsłon mojego cyklu Topowe piątki - zainteresowanych odsyłam tutaj

Wokalista: Hozier
Świat poznał Hoziera jako wykonawcę hitu Take Me To Church. Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o tego artystę nie zagłębiałem się w jego dalsze dokonania. Niekiedy muzykowi dane jest być zapamiętanym dzięki jednej, wielkiej piosence. Miejmy nadzieję, że tak nie będzie w wypadku Hoziera, na którego premierowe nagranie fani czekają już 2 lata.



Wokalistka: Hayley Williams
W wypadku wokalistki postanowiłem, że litera "H" będzie wyjątkowo dotyczyć jej imienia. Hayley Williams to dla mnie jedna z najbardziej wyrazistych piosenkarek naszych czasów. Doskonały głos i  przebojową osobowość liderki Paramore mogliśmy podziwiać  m. in. za pośrednictwem stworzonego z Zeddem tanecznego utworu Stay The Night.



Muzyczny klasyk:  Leonard Cohen Hallelujah
Podejrzewam, że gdyby odbył się plebiscyt na najczęściej coverowany przebój w historii, Hallelujah dotarłoby na szczyt. Tysiące artystów na całym świecie sięgały, sięgają i nadal będą sięgać po kompozycję stworzoną w 1984 roku przez Leonarda Cohena. Co ciekawe zaraz po wydaniu piosenka nie osiągnęła sporego sukcesu. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to wręcz niemożliwe.



Album: Linkin Park Hybrid Theory
Hybrid Theory to dla mnie najważniejszy album w historii muzyki. Szczytowe, choć debiutanckie dźwiękowe osiągnięcie Linkin Park. Wydawnictwo przez wielu uważane jest za kwintesencję gatunku zwanego nu-metalem. Przede wszystkim jednak Hybrid Theory do trafione w dziesiątkę połączenie rapu, rocka oraz niekiedy nieco lżejszych brzmień. Dzięki temu albumowi zacząłem inaczej patrzeć na muzykę!



Duet: Calvin Harris feat. Example We'll Be Coming Back

Współpraca Calvina Harissa i Example'a musiała zakończyć się powodzeniem. Dwóch brytyjskich muzyków stworzyło letni przebój, który w 2012 roku podbił europejskie listy przebojów. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie nam dane usłyszeć wspólny kawałek tej dwójki.




Przebój: OutKast Hey Ya!

W tym wypadku nie tylko piosenka, ale również wideoklip zasługują na miano przeboju. Fenomenalny pomysł grupy OutKast, dzięki któremu amerykański duet na stałe zapisał się pamięci wszystkich miłośników muzyki. Hey Ya! zawsze wywołuje u mnie pozytywne emocje.



Ciekawa piosenka: The Lumineers Ho Hey
Jeśli zapytacie mnie, jak powinna brzmieć dobra folkowa piosenka, odpowiem, tak jak Ho Hey. 
Niepozorna, lecz w swojej prostocie epicka kompozycja jest moim ulubionym dźwiękowym osiągnięciem amerykańskiej grupy The Lumineers. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że wspomniany kawałek był częścią ścieżki dźwiękowej filmu Sekretne życie Waltera Mitty. Okazało się jednak, że w tym wypadku pamięć mnie zawiodła. Tak czy siak polecam zarówno wspomniany przed chwilą obraz z Benem Stillerem w roli głównej, jak i kompozycję Ho Hey.




Po więcej muzyki w różnej formie zapraszam na mój profil na Facebooku. Jeśli spodobał Wam się ten wpis, zachęcam do zostawienia like'a lub komentarza. Nic tak nie motywuje do dalszego pisania, jak pozytywny odbiór. ;)

Poprzedni wpis na blogu: Premiera: Sheppard "Riding The Wave" - posłuchaj koniecznie

Poprzedni wpis z cyklu Muzyczny alfabet:  Literka G

Zachęcam do wizyty na  blogu http://muzyczna-lista.pl/. To właśnie on był inspiracją do mojej muzycznej podróży przez alfabet.

DŹWIĘKI WNĘKI - STRONA GŁÓWNA






wtorek, 13 marca 2018

Trzy szybkie #10

marca 13, 2018 2
A zatem nastał czas jubileuszowych Trzech szybkich. Dziesiąty raz mam przyjemność przedstawić Wam doskonałe utwory, które prezentują różne oblicza dobrej muzyki. Oczywiście są to moje subiektywne wybory i ktoś może powiedzieć: "ta, dobra muzyka...." :p. Tak czy siak, mam nadzieję, że choć jedna z dzisiejszych propozycji przypadnie Wam do gustu. :)

Startujemy!

1. Beatsteaks - Make A Wish
Gdzieś tam, w głębi serca wracam do piątkowego koncertu Beatsteaks w stolicy Dolnego Śląska. Niesamowita energia włożona w występ, charyzma wokalisty i rockowe dźwięki wykonały niepowtarzalną robotę.

Tutaj przedstawiam relację z tego występu.

Szkoda, że podczas show Niemców nie było mi dane usłyszeć poniższej piosenki, warto jednak posłuchać jej choćby w wersji studyjnej. Czemu w Polsce nie ma takich zespołów? A może się mylę?

 

2.Us The Duo - In The End (Linkin Park Cover)
Właśnie o to chodzi w coverach. Bierzemy kompozycję i tworzymy z niej zupełnie inną opowieść. Absolutnie oryginalna interpretacja jednej z najważniejszych dla mnie piosenek. Nie jest łatwo wziąć na warsztat utwór Linkin Park i stworzyć wersję, która brzmiałaby dobrze - temu duetowi się to udało.




3. Lupe Fiasco feat. Matthew Santos - Superstar
Być może nieco schematyczny utwór: rapowane zwrotki i śpiewane refreny. W tym wypadku jednak zdało to egzamin. Lupe z dawnych lat tworzył przyjemny dla ucha rap, który okraszały wyjątkowe głosy, tak jak w wypadku kawałka Superstar. Pamiętam, że natknąłem się na ten utwór przypadkiem na jednej z wycieczek w gimnazjum. Od tamtego czasu minęło już wiele lat, ale wspomniana muzyczna kolaboracja pozostała w mojej pamięci do dziś. Głos Matthew Santosa unikatowy.


Dźwięki Wnęki na Facebooku - kliknij i odwiedź mnie.




DŹWIĘKI WNĘKI - STRONA GŁÓWNA



czwartek, 1 lutego 2018

Nowy cykl - Topowe piątki. # 01 - Linkin Park

lutego 01, 2018 0
Witam serdecznie wszystkich, którym udało się dotrzeć do tego posta. :) W pierwszy piątek lutego pragnę zaprezentować Wam nowy cykl na moim blogu, którego tytuł to "Topowe piątki". Wiem... podana przed chwilą nazwa wyśmienicie sprawdziłaby się jako tytuł programu na Polo Tv :P - doskonale zdaję sobie z tego sprawę, jednak zdecydowanie nie zamierzam jej modyfikować, bo perfekcyjnie określa istotę nowego cyklu. Przejdźmy zatem do szczegółów.

W Topowych piątkach co tydzień postaram się zaprezentować 5 najlepszych bądź najbardziej lubianych przeze mnie piosenek znanego artysty/ artystki czy zespołu.

Na pierwszy ogień postawiłem przed sobą samym nie lada wyzwanie. Jak bowiem wybrać 5 topowych piosenek z genialnej dyskografii jedynego i niepowtarzalnego Linkin Park? 

Powyższe zadanie było trudne także dlatego, że to właśnie grupa z Kalifornii ukształtowała mój gust muzyczny, z którego dziś jestem zadowolony. (O moich początkach z LP pisałem przy recenzowaniu One More Light.)

 Tworząc własne Top 5 piosenek Linkin Park musiałem pójść na pewne ustępstwa, z żalem rezygnując z pewnych kompozycji. Ostatecznie jednak dokonałem wyboru, choć melodie wykreowane przez Amerykanów bez problemu zapełniłyby nieporównywalnie bardziej rozległe zestawienia.

Topowa piątka: #01 - Linkin Park

5. Forgotten
Moją piątkę otwiera teoretyczny outsider - piosenka Forgotten. Utwór ten, choć mniej popularny i rzadko wykonywany na żywo przez zespół, jest kwintesencją kunsztu LP, który pokochały miliony słuchaczy na całym świecie. Mistrzowskie połączenie rapu Shinody i screamów Benningtona z ciekawymi gitarami i przelotnie przecinającymi tło scretchami Hahna zbudowało kawałek pełen hipotetycznych paradoksów nazwanych swego czasu nu-metalem. Zmiany brzmienia, stylów oraz sposobu przedstawiania tekstu mogą w Forgotten przyprawić o zawrót głowy (oczywiście pozytywny).



4. Waiting For The End
Kawałka z płyty A Thousand Suns nie można w żaden sposób łączyć już z nu-metalem. Wydaję mi się, że na niczym spełzną również próby sklasyfikowania tej piosenki pod jeden konkretny gatunek. Zresztą, od początków kariery szóstki z LA, właśnie hybrydy dźwięków były ich największym atutem. W wypadku Waiting For The End poprzeczka pod tym względem została zawieszona przynajmniej na poziomie najwyższego piętra Sky Tower. Z jednej strony dostajemy bowiem możliwość zanurzenia się w nieco popowym klimacie, budowanym przez kojący wokal Chestera, z drugiej zaś Mike swoim rapem niemal przenosi nas w stronę karaibskich zakątków globu. Dodatkowo w końcówce kompozycji jesteśmy świadkami eksplozji dźwięków, którą dowodzi gitara Brada. Klamrą spinające wyłuskane przeze mnie elementy jest niesamowicie wręcz chwytliwa melodia, której nie można nie ulec.



3. Numb 
Jedna z dwóch najpopularniejszych piosenek Linkin Park. Teledysk do niej obejrzano ponad 700 milionów razy na YouTube. Strach pomyśleć, o ile większa byłaby ta liczba, gdyby w 2003 roku istniał już wspomniany portal z filmikami.Pamiętam czasy, gdy wspomniane wideo zdobywało popularność w muzycznych stacjach telewizyjnych. Być może właśnie ten sentyment sprawił, że Numb musiał znaleźć się w Top 5. Warto pamiętać, że utwór tak naprawdę miał dwa wielkie okresy świetności - po swojej premierze oraz po wydaniu mash-upu z Encore Jaya-Z. Bez dwóch zdań, ogromny przebój LP.


 
2. Papercut
Bardzo lubię teledysk do tego kawałka - według mnie jeden z najlepszych ze wszystkich stworzonych przez LP. Towarzyszy mu bowiem oryginalna aura tajemniczości. Osobliwe ujęcia wydają się pierwszorzędnie podkreślać tekst utworu. Co do muzyki, fenomenalnie w Papercut łączą się ze sobą dźwięki perkusji i dość mocne gitary. Tak naprawdę otwierający Hybrid Theory singiel ukazał, jak ważną rolę do odegrania ma każdy z członków amerykańskiej grupy. Poszczególne elementy zbudowały bowiem unikatową jakość. W Papercut wszystko się zgadza - rytm, atmosfera, emocje. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Chester, który brzmi w tym nagraniu niepowtarzalnie.




1. In The End
Jak dla mnie, utwór ponadczasowy. W swoim życiu miałem okazję słyszeć go tysiące razy, w rozmaitych wersjach (od liev'ów, przez akustyczne warianty, po covery). Idealnie poskładane dźwiękowe puzzle. Z pozoru dość proste, w praktyce nieosiągalne dla większości śmiertelników. I jeszcze ta legendarna skromna partia pianina przewijająca się przez całą piosenkę. In The End nie zestarzeje się nigdy i dlatego zawędrował na szczyt mojej pierwszej Topowej piątki.


I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje top 5 Linkin Park. Tak jak pisałem, piątką była strasznie ciasna i nie starczyło w niej miejsca dla kilku wyśmienitych kompozycji.

Jestem ciekaw, jakie są Wasze ulubione utwory LP? Chętnie poznam opinie w komentarzach.

Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego weekendu. :)


Jeśli macie czas, odwiedźcie Dźwięków Wnęki na Facebooku. Znajdziecie tam jeszcze więcej interesującej muzyki. :)

Poprzedni wpis na blogu: Premiera: Chvrches "Get Out"




DŹWIĘKI WNĘKI - STRONA GŁÓWNA

czwartek, 25 stycznia 2018

Nowe utwory od Mike'a Shinody z Linkin Park

stycznia 25, 2018 1
Wczoraj do sieci trafiła Ep-ka stworzona przez Mike'a Shinodę, lidera Linkin Park. Zbiór trzech utworów o wiele mówiącym tytule Post Traumatic to szczera próba rozliczenia się z żalem po stracie przyjaciela i członka LP Chestera Benningtona. Wydawnictwo ma wyjątkowo osobisty charakter.


Jak napisał raper:

Ostatnie sześć miesięcy było jak jazda kolejką górską. Wśród tego chaosu zacząłem odczuwać głęboką wdzięczność – za wasze hołdy, wyrazy wsparcia, za karierę, jaką mi daliście i za prostą szansę do tworzenia.

Dziś dzielę się z Wami trzema piosenkami, które skomponowałem i wyprodukowałem, łącznie z wizualizacjami, jakie stworzyłem i zmontowałem. Żal jest osobistym, intymnym doświadczeniem. Dlatego nie jest to wydawnictwo Linkin Park ani Fort Minor – tylko moje.

Dzięki sztuce zawsze mogłem odnaleźć właściwą drogę. Nie wiem, dokąd prowadzi ta droga, ale jestem wdzięczny, że idziemy nią razem. 

[tłumaczenie za stroną www.terazrock.pl]


Shinoda odpowiedzialny jest za teksty oraz całość brzmienia trzech utworów. Artysta dodatkowo zaprezentował wideo do każdej z kompozycji.


Ep-ki można także posłuchać m. in. w serwisie Spotify: link.


Odwiedźcie Dźwięków Wnęki na Facebooku. Znajdziecie tam jeszcze więcej interesującej muzyki. :)

Poprzedni wpis na blogu: Premiera: Kygo ft. OneRepublic - "Stranger Things"




DŹWIĘKI WNĘKI - STRONA GŁÓWNA

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Recenzja: Linkin Park "One More Light (Live)"

grudnia 18, 2017 0
15 grudnia ukazał się koncertowy album grupy Linkin Park, którego tytuł to One More Light (Live). 16 utworów zarejestrowanych podczas ostatniej trasy Chestera Benningtona to muzyczny zapis dźwięków oraz emocji uchwyconych  zarówno podczas wykonywania piosenek z wydanej w maju płyty One More Light, jak i w trakcie odśpiewywania największych przebojów grupy. (poniżej tracklista krążka)


Linkin Park One More Light (Live):
1. TALKING TO MYSELF
2. BURN IT DOWN
3. BATTLE SYMPHONY
4. NEW DIVIDE
5. INVISIBLE
6. NOBODY CAN SAVE ME
7. ONE MORE LIGHT
8. CRAWLING



9. LEAVE OUT ALL THE REST
10. GOOD GOODBYE FEAT. STORMZY
11. WHAT I'VE DONE
12. IN THE END
13. SHARP EDGES


14. NUMB
15. HEAVY
16. BLEED IT OUT

Wspomniane wydawnictwo to bez dwóch zdań obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów Linkin Park, tak bardzo doświadczonych przez los w 2017 roku. Dla tej grupy odbiorców One More Light (Live) może okazać się sentymentalnym powrotem do nieodległej przeszłości, kiedy to jej idole w pełnym składzie prezentowali na koncertach swoje nowsze i starsze muzyczne pomysły, odznaczające się niemal zawsze nieprzeciętną chwytliwością w zakresie melodii.Osobiście miałem okazję być na dwóch koncertach LP w Polsce, więc wiem do czego myślami mogą wracam miłośnicy bandu z Kaliforni. Co prawda żaden z nich nie odbył się w tym roku, ale wspomnienia i wrażenia związane z tymi występami na zawsze pozostaną w mojej głowie i w moim sercu.

Jeśli jednak jesteście jedną z osób, która nie przepadała w przeszłości za twórczością Benningtona i spółki, nie powinniście zasypiać gruszek w popiele. Głęboko wierzę, że jeśli dacie szansę najnowszej koncertówce od LP, możecie się mile zaskoczyć. W zarejestrowanych w różnych państwach wykonaniach (w tym także w Polsce) słychać bowiem muzyczną jakość i prawdę. Pozostaje nam zatem jedynie żałować, że już nigdy nie będziemy mieli okazji obejrzeć i posłuchać na żywo Amerykanów w najmocniejszym składzie. Jednocześnie możemy być wdzięczni przeznaczeniu, że Chester pozostawił nam tak wspaniały muzyczny testament.

Szczególnie polecam zapoznanie się z koncertowymi wersjami piosenek Battle Symphony, Invisible, One More Light oraz In The End.

Ocena końcowa: 4/5

Poprzedni wpis na blogu: Premiera: Ed Sheeran prezentuje trzecią wersję piosenki "Perfect", z gościnnym udziałem Andrei Bocellego

Na koniec tradycyjnie zachęcam do polubienia Dźwięków Wnęki na Facebooku. Dzięki temu nie ominą Cię muzyczne nowości i dźwiękowe inspiracje, a na mojej twarzy pojawi się uśmiech. :)

DŹWIĘKI WNĘKI - STRONA GŁÓWNA






środa, 1 listopada 2017

Linkin Park i przyjaciele w hołdzie Chesterowi

listopada 01, 2017 0
Kilka dni temu w Los Angeles miało miejsce niezwykłe wydarzenie - koncert Linkin Park & Friends Celebrate Life in Honor of Chester Bennington.

Był to pierwszy występ zespołu Linkin Park od czasu samobójczej śmierci jednego z jego frontmanów  - Chestera Benningtona. Podczas koncertu na scenie amerykańską grupę wsparła rzesza wyjątkowych artystów, m. in. Alanis Morissette, Jonathan Davis (KORN), Ryan Key (Yellowcard), Julia Michaels, Kiiara, Zedd czy Daron Malakian (System Of A Down). Mike Shinoda zaprezentował także zgromadzonej w Hollywood Bowl publiczności nowy utwór o nazwie Looking For An Answer.

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji obejrzeć zapisu ze wspomnianego wydarzenia, może warto zrobić to właśnie dziś.

środa, 25 października 2017

Premiera: Linkin Park - Papercut (zwieR.Z. Remix)

października 25, 2017 0
Wczoraj obchodziliśmy 17 rocznicę wydania jednej z najlepszych w historii muzyki i najważniejszych dla mnie płyt - Hybrid Theory autorstwa Linkin Park.

Z tej okazji znany w kręgu fanów LP polski twórca - zwieR.Z., od lat prezentujący światu swoje remiksy utworów grupy z Kalifornii, przedstawił własną wariację na temat piosenki Papercut, czyli kompozycji rozpoczynającej debiutancki longplay Linkin Park.

Jako wieloletni fan Linkin Park wiem, że nie łatwo jest remiksować twórczość amerykańskiej grupy. Trzeba jednak przyznać, że zwieR.Z. znalazł na to swój sposób, po raz kolejny wykonując kawał dobrej roboty.





poniedziałek, 18 września 2017

środa, 26 lipca 2017

Chester Bennington - przedwczesne pożegnanie z Legendą

lipca 26, 2017 2
20 lipca dotarła do nas tragiczna wiadomość. Chester Bennington, jeden z liderów Linkin Park, popełnił samobójstwo. Od tego czasu minęła już chwila, jednak nadal mam wrażenie, że nikt nie spodziewał się, że los wymierzy wielbicielom muzyki tak tragiczny cios poniżej pasa.

Linkin Park to dla mnie coś więcej niż zespół. Dzięki grupie z Kalifornii odkryłem piękno muzyki.Utwory tworzone przez LP przeprowadziły mnie z okresu szkolnego w dorosłe życie.

Hybrid Theory jest według mnie najlepszym albumem wszech czasów, a piosenki jak In The End, One Step Closer czy Papercut śmiało określiłbym mianem ponadczasowych.Niestety 20 lipca zespół Linkin Park, jaki znał każdy z nas, opuścił nas na zawsze. Depresja zabrała nam Chestera, jedną z najważniejszych składowych wyjątkowości szóstki z Kalifornii. Człowieka, który jak ktoś kiedyś napisał "potrafił śpiewać jak anioł i krzyczeć jak diabeł". Barwa Jego głosu była i jest nie do podrobienia. Paleta dźwięków jakimi zapełniał muzyczne płótno wydawała się tak różnorodna, jak Jego wizerunek, zmieniający się wielokrotnie na przestrzeni lat.

Dla mnie Chester Bennington to najwyższa wokalna liga, Legenda na poziomie Johnny'ego Casha czy Freddiego Mercury'ego. Mógłbym podać tutaj tysiące przykładów nagrań, które potwierdziłyby moje stwierdzenie, lecz każdy, kto choć raz słyszał głos zmarłego frontmana LP, wie o czym mówię.

Recenzując One More Light - ostatnią płytę Linkin Park - skupiałem się jak zwykle bardziej na muzyce niż na tekstach. Jednak nawet osoby zaczytujące się w słowa na wspomnianym albumie nie zdawały sobie sprawy, jak poważne problemy są w nich poruszone, problemy przez które opuścił nas wielki Artysta. Często wydaje nam się, że niektóre osoby będą z nami na zawsze, niestety los gdy tylko tak pomyślimy wysyła nam okrutny chichot. Śmierć Chestera Benningtona do olbrzymia strata dla muzyki i na pewno nie jest to tylko moje zdanie. Słysząc relacje ludzi, którzy znali go osobiście, można dojść do wniosku, że to również olbrzymia strata dla świata.

Szkoda, naprawdę wielka szkoda takiego zakończenia walki wokalisty Linkin Park z jego demonami.

Co dalej z Linkin Park?

Takie pytanie zadają sobie wszyscy fani wspomnianej kapeli. Moim zdaniem grupa powinna zakończyć działalność. Jeśli jej członkowie będą w stanie pozbierać się po zaistniałej tragedii, być może mogliby spróbować tworzyć pod innym szyldem. Z pewnością Mike, Brad, Dave, Rob i Joe nie powinni próbować szukać nowego frontmana, bo to nie ma sensu.

Linkin Park nie będzie istniało bez Chestera. To jak Queen bez wspomnianego Freddiego czy Myslovitz bez Artura Rojka (na szczęście jego dokonań będziemy mogli jeszcze posłuchać). Jaka jednak będzie decyzja grupy, czas pokaże.

Na koniec chciałbym tylko napisać kilka prostych, ale niezbędnych słów: serdecznie dziękuję za wszystko, spoczywaj w pokoju, Legendo.


piątek, 19 maja 2017

Recenzja: Linkin Park "One More Light"

maja 19, 2017 2
Chłopaki z Linkin Park są i chyba już na zawsze pozostaną dla mnie muzycznymi bogami, potrafiącymi wywołać uśmiech na mojej kanciastej twarzy. Ich muzyka przez lata przyciągała mnie niczym światło latarni morskiej, kierujące zagubione statki w stronę brzegu. Do dziś bardzo dobrze pamiętam okoliczności, w jakich po raz pierwszy przyszło mi się zetknąć z twórczością szóstki z Kalifornii. Rok prawdopodobnie 2003, podróż na nadmorską kolonię, nuda, próba zabicia czasu i magiczne urządzenie o nazwie discman. Nagle w jego wnętrzu lądują płyty, których dźwięki zaczynają przyciągać mnie jak wielki magnes. Wśród szarej masy bezbarwnych nut, pojawia się prawdziwy muzyczny motyl, z każdą piosenką wzbijający się coraz wyżej i wyżej. Po przesłuchaniu Hybrid Theory i Meteory krążki wracają jednak do ich właściciela, pozostawiając mnie w stanie okołomuzycznej euforii . Nic więc dziwnego, że kiedy za jakiś czas mam okazję ponownie zanurzyć się w piosenkach płynących z okrągłego odtwarzacza, bez namysłu wskazuje na Linkin Park. Od tamtej pory minęło już tak wiele lat, wciąż jednak Bennington i spółka znajdują się w czołówce moich preferencji muzycznych.

Niestety, a może stety (wszystko bowiem zależy od punktu widzenia), od płyty Minutes To Midnight Linkin Park systematycznie eksperymentuje z nieco lżejszymi, bardziej komercyjnymi dźwiękami. Apogeum popowych inspiracji grupy wydaje się być najnowszy krążek - One More Light, który miał swoją premierę 19 maja. Na najnowsze "dziecko" Linkinów składa się 10 utworów, które niektórzy pokochają, inni zaś z pewnością uznają za klasyczny przykład odcinania kuponów od dawnej sławy.

Nobody Can Save Me 1/5
Płytę otwiera kawałek Nobody Can Save Me, po którego przesłuchaniu nasuwa się jedno pytanie: bardziej popowo zacząć się nie dało? Pierwsze dźwięki jakimi raczy nas zespół to zniekształcony wokal, który brzmi jak żywcem wyjęty z piosenek Akona (pamięta ktoś jeszcze tego pana???). Jakby tego było mało, po chwili pojawia się głos Chestera w najbardziej miękkim wydaniu, jakie kiedykolwiek słyszałem. Dalsza część utworu niestety nie jest dużo lepsza i jeszcze to klaskanie przed refrenem, które jednoznacznie można skojarzyć z drugorzędnymi hitami muzyki dance. Niestety początek One More Light nie napawa optymizmem. Gdyby wspomniana kompozycja mogła przemówić, bez wątpienia w jej ustach pojawiłoby się zdanie: - Nobody can save me. 

Good Goodbye 3,5/5
Słuchając tej piosenki ma się nieodparte wrażenie, że w jej produkcji palce maczał Timbaland. To brzmienie perkusji (zwłaszcza w drugiej części refrenu) przypomina mi słynne Apologize, które święciło triumfy na listach przebojów, notabene 10 lat temu. Jeśli chodzi o klimat, kompozycja kojarzy mi się też trochę z  zamieszczonym na płycie Reanimation remiksem utworu ForgottenGood Goodbye ma niesłychanie chwytliwy refren, który zmusza nas do powtarzania go w naszej głowie, nawet gdy wyłączyliśmy już odtwarzacz. Niestety nie wiem po co Linkini zapraszali do współpracy Alvina i wiewiórki, ale ich występ w Good Goodbye był zbędny. Oczywiście nie mówię serio, ale tak to brzmi. Na szczęście to tylko mały fragment tej części One More Light, dlatego Good Goodbye całościowo oceniam całkiem dobrze.



Talking To Myself 4/5
W końcu! Pierwszy raz na najnowszej płycie przyszło nam usłyszeć gitarę elektryczną. Talking To Myself jest swoistym połączeniem energii zawartej w Bleed It Out ze stylistyką Until It's Gone oraz szczyptą lżejszego brzmienia. Ciekawe klawisze, przywołujące na myśl muzykę taneczną, pulsujący bas i zróżnicowanie wokalu o dziwo doskonale łączą się w spójną całość.Każdy powinien znaleźć w tej piosence coś dla siebie.

Battle Symphony 4,5/5
Jeden z moich faworytów na płycie. Bennington i spółka znów zrobili to, co przez lata wychodziło im wyśmienicie – stworzyli kolejną w ich kolekcji chwytliwą melodię. W połączeniu z przepięknymi obrazami zawartymi w Lyric Video utwór zyskuje jeszcze więcej kolorytu. Prosta piosenka (jak większość na nowej płycie), w którą doskonale wpasowuje się wokal Chestera. Niektórzy mogą narzekać na małą ilość gitarowych dźwięków na One More Light. Battle Symphony pokazuje jednak, że nawet bez 6 strun LP jest bardzo silnym zawodnikiem na muzycznym ringu.



Invisible 3/5
Od dawna wiadomo, że Mike Shinoda nie jest wybitnym wokalistą. Mimo tego coraz częściej sięga po mikrofon w celu śpiewania. Invisible pokazuje, że jeden z założycieli Linkin Park dobrze zna swoje wokalne możliwości. Wspomniany utwór to nieskomplikowana, lekka i przyjemna piosenka. Nie ma jednak w sobie tego magnetyzmu, który przyciągałby nas i nie pozwalałby oderwać się od niej. Refren w Invisible przypomina ten stworzony na potrzeby piosenki Fort Minor Welcome, którą osobiście bardzo lubię, bo świetnie pokazuje, jak doskonałym muzykiem i twórcą jest Shinoda. 

Heavy  4/5
O ile mogę zrozumieć ideę rozszerzenia tej piosenki o damski wokal, o tyle dziwi mnie wybór samej wokalistki. Na miejscu LP postawiłbym na kogoś znanego lub chociażby bardziej wyrazistego, np. Hayley Williams (swoją drogą jakże dziwi fakt, że nowy album Paramore ma w sobie więcej z rocka niż One More Light). Wybór chłopaków padł jednak na mało komu wcześniej znaną Kiiarę. Trzeba przyznać, że jej fragment brzmi strasznie delikatnie, można by rzec nijako. Zwrotka Chestera przypomina z kolei sposób śpiewania Justina Timberlake’a. W Heavy podoba mi się przede wszystkim warstwa muzyczna. Wersja instrumentalna skutecznie mogłaby zostać wykorzystana jako tło w niejednym ze znanym amerykańskich seriali. Moc widzę tutaj także w refrenie, który oprócz tego, że łatwo wpada w ucho, może być z powodzeniem śpiewany przez wiernych fanów na koncertach – co z resztą ma już miejsce.



Sorry For Now  1/5
Jeden z dwóch najsłabszych pomysłów na One More Light. Jeśli Linkin Park chciało dobić wszystkich, którzy krytykowali ich za nowy styl, Sorry For Now z pewnością okaże się siejącą zniszczenie bronią. W utworze obserwujemy zamianę klasycznych ról w zespole – Shinoda śpiewa, Bennington rapuje. Sam pomysł niczego sobie, odnoszę jednak wrażenie że wersy Chestera, które z pewnością miały być powiewem świeżości , stały się nieprzyjemnie wymuszone.  Jedno jest pewne, wszyscy niezadowoleni z popowej drogi zespołu fani mogą między wierszami nowej płyty wyczytać zakodowaną wiadomość : Sorry for now, nobody can save me, która w ich mniemaniu powinna najlepiej opisać obecne popisy LP.  

Halfway Right 3,5/5
Całkiem nieźle wymyślony utwór. Tworząc One More Light Linkin Park zastosowało nieco inny tryb pracy niż zwykle. Tym razem najpierw powstawał tekst, do którego dobudowywano muzykę. Właśnie w Halfway Right słychać to wyśmienicie. Słowa wyśpiewywane przez Chestera są na pierwszym planie, torując nam przejście do muzycznej głębi , jaką tworzą dość komercyjne nuty. Mimo tego, całość utworu oceniam na plus. Pomysł na Halfway Right sprawia, że  nie przeszkadza mi w nim nawet fragment, w którym chłopaki robią „Na na na na”, niczym typowy topowy boysband.   

One More Light 4,5/5
Tytułowa kompozycja z najnowszej płyty Linkin Park to zupełnie inna liga niż reszta albumu, liga emocji. Akustyczna muzyka, przejmujący wokal Chestera oraz jeszcze mocniejszy emocjonalnie tekst. Do mnie to trafia. Piękna ballada zawsze jest w stanie obronić się sama, dlatego na tym zakończę tę część recenzji.



Sharp Edges 4,5/5
To była miłość od pierwszego przesłuchania. Początek Sharp Edges jednoznacznie przywiódł mi na myśl podobieństwo do hitu Vance Joy – Riptide. Akustyczna gitara grająca niezwykle rytmicznie prowadzi nas za rękę przez cały utwór. Trzeba jednak przyznać, że jest to jedna z najprzyjemniejszych muzycznych wędrówek, jakie przebyłem w ostatnim czasie. Interesujący sposób śpiewania Chestera, który pierwszy raz brzmi tak zaskakująco. Jego śpiew w Sharp Edges skutecznie można określić za pomocą czterech wyrażeń: spokojnie, relaksująco, z nadzieją, a jednocześnie z niezwykłą klasą.  Według mnie najlepsza kompozycja na One More Light. Jeśli robić pop, to właśnie tak.   



Podsumowując: Mam wrażenie, że z odbiorem najnowszej płyty Linkin Park jest jak z sytuacją polityczną w Polsce – każdy uważa, że ma rację, ale prawda leży gdzieś pośrodku. Z jednej strony trzeba zaakceptować rozwój zespołu oraz fakt, że czas ucieka i nikt nie chce tkwić w miejscu, z drugiej zaś każdy fan LP chciałby móc jeszcze kiedyś usłyszeć utwory o mocy rażenia podobnej do Papercut, One Step Closer czy Lying From You. Na razie przyszło nam jednak posłuchać One More Light.
Jeśli zatem szukacie przyzwoicie zrobionego popowego brzmienia (poza dwoma bardzo słabymi wyjątkami), a ponadto jesteście w stanie zaakceptować fakt, że obecne Linkin Park to coś zgoła innego niż echo Hybrid Theory i Meteory,  najnowszy krążek stworzony przez Benningtona i spółkę powinien przypaść Wam do gustu.

Ocena końcowa: 3,35/5