środa, 9 września 2020

Recenzja piosenka po piosence: Viki Gabor "Getaway (Into My Imagination)"

września 09, 2020 0
                  


Z nastoletnimi gwiazdami bywa różnie. Niektóre zaczynają błyszczeć, by po chwili przepaść w czeluściach muzycznej galaktyki. Inne radzą sobie znacznie lepiej, przez zdecydowanie dłuższy czas.  Wydaje się, że przykład Viki Gabor zalicza się do tej drugiej grupy. Znakomicie ilustruje on jednak na pewno jedną rzecz, jak wielkie szanse ma dziś młodzież. Przy odrobinie szczęścia, wystarczy kilka tygodni, by ze zwykłego śmiertelnika stać się bożyszczem tłumu. Oczywiście dobrze mieć przy tym jakiś talent, aby nie być zapamiętanym jedynie z tego, że pojawiło się w określonym miejscu, o określonym czasie. Na szczęście w przypadku Viki Gabor o umiejętności i charyzmę możemy być spokojni. Po sporych sukcesach kilku singli, dokładnie 4 września na sklepowe półki trafił debiutancki album Viki - Getaway (Into My Imagination). Czy płyta sprostała pokładanych w niej nadziejom?

Getaway 4/5
Wydawnictwo otwiera dobrze znany ze stacji radiowych singiel Getaway. Słuchając go nie trudno uświadomić sobie, jak zacne grono producentów dba o sukces Viki. Gdyby ten numer trafił w ręce jednej z topowych globalnych gwiazd, z pewnością sporo namieszałby na światowych listach przebojów. Dla mnie jego jedynym minusem, który dość mocno wpłynął na moją ocenę, jest refren. Dużo powtórzeń powoduje, że zaczynamy odczuwać coś na kształt uciążliwości. 

 

Forever And A Night 4,5/5
Kolejna fantastycznie wykreowana propozycja. Melodia wpada w ucho, ukazując przy tym możliwości wokalu Wiktorii. Rytmicznie przywodzi na myśl New Rules, które wykonuje Dua Lipa. Wydaje się, że właśnie ta artystka jest jedną z największych inspiracji Viki. Według mnie to słuszny wybór idola.

 

Not Gonna Get It 5/5
Utwór z kategorii "zatańczmy jak w latach 80-tych". Moda na powrót do tamtego okresu w muzyce powinna cieszyć nie tylko osoby, które go przeżyły. Dźwięki choćby inspirowane tamtymi czasami zawsze przynoszą sporo kolorytu i okazji do potupania nóżką. Tak jest i w tym wypadku.

 

Afera 3,5/5
Śpiewanie po angielsku to jedno, ale zmierzenie się z naszym rodzinnym językiem to zawsze większe wyzwanie dla wykonawcy. Afera nie jest lirycznym arcydziełem, ale chyba nikt od niej tego nie oczekiwał. Tekst prosty łatwy i przyjemny dopełnia kolejny barwny, taneczny podkład, którym śmiało można podbić nastoletnie parkiety.

Flames 4/5
Wiele osób twierdziło, że to jeden z najlepszych kawałków na płycie. Przyznaję, szczypta orientu nadaje mu bardzo oryginalnego charakteru. Viki wypada tu trochę jak spadkobierczyni energii Destiny’s Child. Jest to zapamiętywalne, a przy tym wyraziste. Ciekawi mnie, czy osoby dbające o karierę Viki zaryzykują wydanie Flames jako singla i czy przy tworzeniu teledysku wykorzystają drzemiący w piosence dalekowschodni potencjał?

Guilty 4/5
Tym razem ma się wrażenie, że wokal Viki wyprzedzi muzykę o kilka długości. Spokojnie płynące dźwięki nie wyróżniają się spośród tysiąca podobnych melodii. Im dłużej trwa jednak piosenka, tym więcej niuansów zręcznie doczepia się do głównego motywu. Jest to na tyle przyjemne, że po ostatnim takcie stwierdzamy, że mimo wszystko podobała nam się ta kompozycja. Głos Viki brzmi tu trochę jak wokal Sii, co jest kolejnym komplementem dla (tak, tak) 13-latki.

Time 2,5/5
Przyznaję R'n'B to nie moja bajka. Utwory reprezentujące ten nurt zawsze wydawały mi się nieco toporne, pozbawione lekkości. Pewnie dlatego nie jestem entuzjastą propozycji Time. Choć technicznie sprawa wygląda tu poprawnie, taki rodzaj grania mnie po prostu męczy, a nie o to przecież chodzi w muzyce.

Superhero 5/5
Piosenka, która chyba po wsze czasy przylgnie do urodzonej w Hamburgu młodej Polki. Wynik osiągnięty w głosowaniu publiczności podczas Eurowizji Junior najlepiej pokazuje, że jest ona uniwersalna i dobrze wpada w ucho pod wieloma szerokościami geograficznymi. Ciekawe kiedy na "dorosłej" Eurowizji doczekamy się w naszych barwach tak dobrej propozycji.

 

Still Standing 2,5/5
Takie melodie powinny być zarezerwowane dla kończących swoją karierę zasłużonych legend, które już nic nie muszą. Jeśli jednak jesteś pełną energii nastolatką nie pakuj się w stronę smutniejszego bieguna życia.

Ramię w ramię feat. Kayah 5/5
Ciężko powiedzieć, kto bardziej skorzystał na tej współpracy. Z jednej strony legenda polskiej piosenki, z drugiej artystka na absolutnym topie. Można powiedzieć, że idąc ramię w ramię korzyść była obopólna. Ale chyba najbardziej na tej współpracy skorzystali fani rodzimej muzyki, którzy mogą delektować się typowo żeńskim duetem. 

 

That's What She Said 3,5/5
That's What She Said to po prostu angielska wersja piosenki Afera. Dla mnie wypada ona nieco lepiej niż jej polski odpowiednik. Choć ocena nie uległa zmianie. Propozycja doskonale nadająca jako element playlisty na osiemnastkę. Można się przy niej pobawić, ale mimo wszystko na debiucie Viki Gabor znajdziemy kilka lepszych zagrywek.

Spotlight 2,5/5
Na do widzenia otrzymujemy utwór, który tak naprawdę mógłby się w tym miejscu nie pojawić. Tytułowy "reflektor - spotlight" przygasa błyskawicznie, jakby czekał na naszą eksmisję. Dużo tu werbla, choć tempo nie szarżuje. Viki niby coś tam śpiewa, ale ani nas to ziębi, ani grzeje. Szkoda, że debiut młodej Polski nie żegna się z nami z większym przytupem.

Podsumowanie: Na początku podsumowanie jeszcze raz należy podkreślić fakt, że mamy do czynienia z debiutanckim materiałem 13-latki. Oczywiście wiek nie może być w tym wypadku faktorem do pobłażliwego traktowania, niemniej jednak przy tak celnych popowych strzałach nie powinniśmy kierować w stronę Viki zbyt wielu słów krytyki. Wręcz przeciwnie. Młoda Polka z charyzmatycznym głosem, świetnym angielskim i niesamowitym feelingiem - oj nie zdarza się to często. Na pewno zwyciężczyni juniorskiej Eurowizji zasługuje na słowa uznania za różne pomysły na kolorowanie muzycznego tła swoim wokalem. Wibrato, ozdobniki, ale czasami również odpuszczenie - to wszystko pokazuje, że Viki już teraz ma niesamowity głosowy timing. Słychać także, że inspiracje czerpie z grona artystek na absolutnym szczycie, co jest naturalne w tym wieku. Mimo tego piosenkarka z romskimi korzeniami zaczyna wypracowywać swój własny styl, który za kilka lat może stać się jej znakiem rozpoznawczym.

Muzycznie Getaway (Into My Imagination) to popowo-taneczna mieszanka rodem z najlepszych albumów Katy Perry. Producenci zadbali o to, aby dźwięki nie odbiegały od światowych trendów. Znalazło się miejsce dla kilku eksperymentów, jednak większość podkładów ma po prostu cieszyć ucho i nie przeszkadzać rozbłyskowi rodzącej się gwiazdy, która (miejmy nadzieję) z każdym kolejnym singlem będzie świecić coraz jaśniej.

Ocena punktowa: 3,83/5
+ za barwę głosu, fakt debiutu i perspektywiczność

Ocena końcowa 3,95/5



Codzienne muzyczne inspiracje i wspomnienia znajdziecie na Facebooku Galaktyki. Zapraszam!

 

wtorek, 25 sierpnia 2020

Recenzja: Holly Humberstone "Falling Asleep At The Wheel"

sierpnia 25, 2020 0
Holly Humberstone – Falling Asleep At The Wheel Lyrics | Genius Lyrics

Młode pokolenie coraz pewniej puka do bram sławy rzucając wyzwanie starym wyjadaczom. Jedną z jego przedstawicielek jest 20-letnia Holly Humberstone, która niedawno wydała swoją debiutancką EP-kę "Falling Asleep At Wheel". 

Brytyjka pomimo młodego wieku może pochwalić się już występami u boku Lewisa Capaldiego i artykułem o niej w New York Timesie. W sumie nie będzie to dla nas zaskoczeniem, kiedy wsłuchamy się w wokal urodzonej w Anglii artystki.

Nigdy nie ukrywałem, że u wokalistów dużo bardziej niż wybitna technika śpiewu interesuje mnie barwa głosu. A barwa Holly ma w sobie wiele fantastycznych pigmentów. I to zarówno w niskich, jak i wysokich rejestrach.

Krążek "Falling Asleep At The Wheel" to zdecydowanie niejednoznaczne brzmienie. Alternatywna podstawa doprawiona jest nurtem indie z mniej lub bardziej wyrazistymi popowymi i rockowymi akcentami. 



Wolniejsze kompozycje (Deep End, Drop Dead, Livewire), w których wybitnie wyeksponowano wokal Holly przemieszane zostały z nieco szybszymi kawałkami (Falling Asleep At The Wheel, Overkill, Vanilla).

Moim faworytem ze wszystkich 6 piosenek jest kawałek Overkill.



Przyjemnie rockująca, wyznaczana przez bass linia melodyczna nawiązuje to najlepszych angielskich tradycji. Proste tło dźwiękowe wybitnie zgrywa się z niebanalnym śpiewem panny Humberstone. Co tu dużo mówić, dobrze się tego słucha.

Na szczególną uwagę zasługuje również ballada Drop Dead, w której usłyszymy, że głos Holly świetnie wypada również w wyższych rejestrach. Jest w tym utworze spory ładunek emocjonalny. 

Pozostałe propozycje również trzymają przyzwoity poziom, jednak nie skradły mego serca w tak wielkim stopniu. Odnajdziemy w nich sporo liryki, ale bez niepotrzebnej rzewności. Widać, że Brytyjka bardzo mocno wierzy w swój materiał i wkłada w jego ukształtowanie wiele wysiłku, który owocuje przynajmniej niezłymi rezultatami.



Album "Falling Asleep At The Wheel" jest obiecującym debiutem młodej wokalistki, która chyba sama nie chce jeszcze określić jednego kierunku, w którego stronę podąży. Niemniej jednak dzięki temu niezdecydowaniu możemy poznać kilka twarzy Holly Humberstone i bez dwóch zdań wpisać ją do notesu pod hasłem "dobrze zapowiadający się artysta.


Ocena końcowa: 3,7/5



Poprzedni wpis na blogu: Najlepsze piosenki pierwszej połowy 2020 roku (miejsca od 15 do 1)



Codzienne muzyczne inspiracje i wspomnienia znajdziecie na Facebooku Galaktyki. Zapraszam!

 

niedziela, 5 lipca 2020

Najlepsze piosenki pierwszej połowy 2020 roku (miejsca od 15 do 1)

lipca 05, 2020 0

Bez zbędnych ceremoniałów przechodzimy do drugiej części podsumowania pierwszych 6 miesięcy niełatwego 2020 roku. Kto przegapił pierwszą część ten trąba, ale jeszcze może nadrobić zaległości klikając w poniższy link. ;)

https://galaktykamuzykiblog.blogspot.com/2020/07/najlepsze-piosenki-pierwszej-poowy-2020.html

15. Maty Noyes - Sunlight 

Maty Noyes to bardzo ciekawy przykład muzycznej sinusoidy. Blondwłosej wokalistce zdarza się zaliczyć solidną wpadkę, po kreuje propozycję, która będzie chodzić za Wami dniami i nocami. Ponadto dalej stoję na straży poglądu, że jest to jeden z najciekawszych popowych głosów naszych czasów.



14. Viki Gabor, Kayah

Jeśli chodzi o zaskakujące duety, to chyba jeden z faworytów w 2020 roku. Kto by pomyślał, że wspinająca się na szczyty popularności Viki Gabor wykona tak dobrą robotę współpracując z weteranką polskiej sceny. Wibrato Viki - chapeau bas.



13. Jubël - Someone

Someone to kolejny singiel udowadniający, że Jubël znalazł patent, aby lato należało do niego. Nikt mi nie powie, że słuchając tego kawałka nie ma się ochoty wziąć koc, coś zimnego do picia i chwytać słońce na niezatłoczonej plaży.




12. Example, DJ Yoda - Trippin' In The Sky

Example przypomniał się polskim fanom dwa lata temu, współtworząc przebój Show Me How To Love, który notabene nad Wisłą radził sobie (w kontekście innych państw) znakomicie. Niedawno artysta zdecydował się wrócić do korzeni, czyli do rapu. Na szczęście nie zgubił przy tym swojej melodyjności, o czym możemy dobitnie przekonać się przy okazji kawałka Trippin' In The Sky.




11. Sanah - róże (demo w domu)

Paradoksem tego utworu jest to, że pomimo iż jest naprawdę niesamowity, nie znalazło się dla niego miejsce na debiutanckiej, złotej już płycie Sanah. Wielka szkoda, bo róże byłyby idealnym dopełnieniem Królowej Dram.



10. Winona Oak - Break My Broken Heart

Jedyny w swoim rodzaju głos Winony Oak ubrany w klimat elektronicznej ballady. Singiel dla wielbicieli Jessie Ware czy Agnes Obel. Bardzo silny, szeroki głos, który zasługuje na pełną aprobatę.



9. Love Ssega - Find Another Way

Wokalista znany m. in. z kolaboracji z Clean Bandit w ostatnim czasie raczy nas bardzo oryginalnymi EP-kami. Niekiedy kompozycje zawarte na nich są aż za wyjątkowe, aby łatwo wpaść w ucho. Find Another Way to jednak piękne odbicie piłeczki w stronę orientalnych dźwięków i bezsprzecznej unikalności. Brawo Love Ssega!



8. Bukahara - We Are Still Here

Niepowtarzalny klimat grupy Bukahara powinien udzielić się Wam w mgnieniu oka. Połączenie akustycznych brzmień, z wpływami muzyki żydowskiej i folku daje jedyne w swoim rodzaju rezultaty.



7. Sanah - Szampan

Jeśli włączyliście w tym roku jedną z kilku najpopularniejszych stacji radiowych w Polsce i nie natknęliście się na Szampana, chyba jednak nie byliście w naszym kraju. Ta piosenka była wszędzie i jak na komercyjne brzmienia nie wyrządziła słuchaczom moralnej krzywdy. Ba, z czasem sprawiała sporo przyjemności.



6. Dragged Under - Chelsea

Najwyżej w zestawieniu sklasyfikowana piosenka rockowa. Czerpiąca z klasyki tego gatunku, choć mocno zahaczająca również o regiony punka. Chwytliwy refren, zwrotki w stylu Rise Against i wyrazista energia. Warto posłuchać!



5. Hayley Williams - Dead Horse

Takich melodii potrzeba nam więcej. Dźwięki oparte na cudnym bassie, ozdobione fenomenalnym głosem Hayley. Zdecydowany numer jeden jeśli chodzi o solową płytę wokalistki grupy Paramore.



4. Anti-Flag - Un-American

Tuż za podium znalazło się miejsce dla najbardziej folkowej piosenki w karierze Anti-Flag. Trzeba przyznać, że wokal Justina Sane'a perfekcyjnie wpasował się w bezpretensjonalne nuty gitary. Czasem, żeby najmocniej protestować, nie trzeba wcale krzyczeć.



3.  Jubël - 4AM

Trzecie miejsce przypadło kolejnej propozycji od szwedzkiego duetu Jubël. Może dlatego, że ten rok dał nam tak w kość, bardzo wysoko oceniam kawałek, którego synonimami są beztroska, wypoczynek oraz relaks.



2. Dua Lipa - Physical

Tego kawałka nie mogło zabraknąć na podium. Ciężko wskazać jego jakikolwiek słaby punkt. W Physical zachwyca rytm, melodia, wokal, ale i muzyka. Dopełnieniem piosenki jest dynamiczny, kolorowy i udany teledysk.



1. Kygo, Sasha Sloan - I'll Wait

Za najlepszą piosenkę pierwszej połowy 2020 roku uznałem I'll Wait, autorstwa mistrza muzyki tanecznej - Kygo i charyzmatycznej Sashy Sloan. Lekko przyćmiony głos Amerykanki perfekcyjnie kontrastuje z dynamicznym muzycznym tłem wykreowanym przez Norwega. Aż dziw, że radio w Polsce nie podchwyciło tego utworu.




I na koniec mały prezent. Choć byliście świadkami mojego Top 30 (za co szczerze Wam dziękuję), w ramach podziękowania przygotowałem dla Was playlistę "Top 50 - pierwsze półrocze 2020 roku". Mam nadzieję, że choć przez chwilę będzie grała w Waszych domach. Bądźcie zdrowi i do usłyszenia!


środa, 1 lipca 2020

Najlepsze piosenki pierwszej połowy 2020 roku (miejsca od 30 do 16)

lipca 01, 2020 0

2020 rok dla wielu nie jest faworytem. Sytuacja związana z koronawirusem zachwiała różnymi branżami, w tym także muzyczną. Na szczęście w czasach powszechnego internetu, nie jesteśmy skazani na słuchanie jedynie dawnych płyt, bądź piosenek śpiewanych pod prysznicem przez członków naszej rodziny. Mówiąc szczerze ostatnie pół roku wcale nie było złe pod względem wydanej muzyki. Oczywiście nie pochodziliśmy na koncerty, ale za to mieliśmy więcej czasu na odkrycie nowych perełek.

Poniższe zestawienie (dziś jego pierwsza część) jest autorską próbą zebrania najciekawszych kompozycji (nie tylko singli), które ujrzały światło dzienne w przedziale od 1 stycznia do 30 czerwca bieżącego roku. Gotowi? A więc stratujemy!

30. Tragarze feat. Paprodziad - Deszcz z gradem

Utwór zwiastujący drugą płytę Tragarzy to połączenie coraz rzadziej spotykanego w polskim rapie mądrego tekstu oraz bardzo starannie ułożonej dźwiękowej układanki (świetnie wyprodukowany kawałek, w którym odnajdziemy old-schoolowe scratche, wysublimowane żeńskie chórki, a nawet drum'n'bassową perkusję).



29.  The O'Reillys and the Paddyhats - Farewell

The O'Reillys and the Paddyhats to dla mnie tegoroczne objawienie w kategorii punkrockowej energii. Co ciekawe kolektyw czerpiący garściami z irlandzkiej tradycji muzycznej działa już prawie 10 lat, a jego bazą są Niemcy. Wydany niedawno album Dogs on the Leash zaskakuje różnorodnością i twórczą dojrzałością. Właśnie na tym wydawnictwie odnajdziemy świetną piosenkę Farewell.



28. Dua Lipa - Love Again

Nie przepadam za wykorzystywaniem melodii z innych utworów w premierowych kompozycjach. W Love Again pojawiają się sample, które znamy m. in. z piosenki White Town - Your Woman z 1997 roku, choć ich oryginalne źródło pochodzi z lat 30-tych poprzedniego wieku! Tym razem jednak historyczna inspiracja doskonale uzupełniła nowość. Wplecione w to wszystko smyczki dodają jeszcze większego smaczku. A na deser głos Duy, który w Love Again błyszczy jak wielki diament.



27. Enej - A u Jawora

Podczas gdy najpopularniejsze stacje radiowe w Polsce grały Ostatni raz, ja zachwyciłem się inną nową kompozycją olsztyńskiej ekipy. Panowie pokazali w niej, w jaki sposób należy sięgać do ludowych inspiracji, aby efekt finalny wywołał wypieki na twarzy. Taki folklor to ja szanuję!



26. Flume, Toro y Moy - The Difference

Kawałek, który wielu na świecie poznało dzięki reklamie Apple'a. Czuć w nim młodzieńczą energię i słychać niespodziewane przełamania rytmu. Tempo tej propozycji idealnie zachęca np. do biegania. Jednym słowem petarda!



25. Natalia Szroeder - Pestki

Mały epizod filmowy (rola w "Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa.") ewidentnie nie zaszkodził Natalii. Wokalistka spróbowała czegoś innego i wróciła do śpiewania z nową energią i z  porcją dobrze zrobionego solidnego komercyjnego popu.




24. Ashe - Moral of the Story

Jeden z zaledwie kilku utworów, na które natrafiłem w radiu i które stały się częścią tego zestawienia. Pięknie opowiedziana historia z pogranicza popu i alternatywy. To nie pierwszy raz kiedy doceniam Ashe w Galaktyce. Intuicja podpowiada mi, że także nie ostatni.



23. Roger Harvey & Anika Pyle - You & I

Niejednokrotnie mówi się, że siła tkwi w prostocie. Nieskomplikowana piosenka country muzycznego i życiowego duetu z USA fantastycznie potwierdza tę prawdę. You & I nawiązuje to najlepszych wzorców akustycznego grania (Johnny Cash & June Carter, Willie Nelson), tworząc poprzez nuty płynące ze strun jedyny w swoim rodzaju klimat.



22. MILCK - If I Rulled The World

Chóralny, zapamiętywalny refren to czynnik, który wyróżnia tę kompozycję spośród innych. Tak naprawdę to wokół niego toczy się cała akcja tej piosenki. Zwrotki są tu tylko dodatkiem. Uważajcie, bo jest on naprawdę uzależniający.



21. Michael Franti & Spearhead - Good Shit Happens

Prawdziwa energetyczna bomba. Pod skórą czuć powiew karaibskiej fiesty. Instrumenty perkusyjne kształtują ten utwór i jest to kształt prawdziwe wakacyjnego soundtracku. Polecam ten utwór wszystkim tęskniącym za urlopowym klimatem.




20. SHY Martin - Slow

Ujmujący głos artystki kryjącej się pod pseudonimem SHY Martin w Slow osiąga emocjonalne wyżyny. W połączeniu z niepozornym gitarowo-pianinowym podkładem ma bardzo duże szanse dotrzeć do Waszego serca.



19. Sheppard - Symphony

Absolutna "świeżynka", która swoją premierę miała w ostatni weekend czerwca. Utwór przebojowością nawiązujący do największego hitu grupy z Australii - Geronimo. Kto wie, być może na koniec roku Symphony powędruje jeszcze wyżej w zestawieniu.



18. Anti-Flag - Unbreakable 

Czwórka z Pittsburgha pomimo upływu lat nie zwalnia tempa. Ostatni album Anti-Flag przyniósł kilka naprawdę solidnych punkowych kopniaków. Jednym z nich jest doskonale motywujący do działania utwór Unbreakable.



17. Lordi, Michael Monroe - Like a Bee to the Honey

Wydawało się, że fińskim "przebierańcom" nigdy nie uda przebić się kultowego eurowizyjnego Hard Rock Hallelujah. Tymczasem 2020 rok przyniósł wybitną propozycję mocno nawiązującą do rocka przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Like a Bee to the Honey zawiera przynajmniej kilka składników, dzięki którym zagości w Waszych głośnikach na długie godziny.



16. Steel Pulse - Stop You Coming And Come

Nie przepadam za muzyką reggae, ale takiemu brzmieniu nie jestem w stanie się oprzeć. Genialny wokal, chwytliwa melodia i zasłużone miejsce w trzydziestce. Steel Pulse to kolejny przykład na to, że doświadczone zespoły nie dadzą łatwo wygryźć się młodzieniaszkom.




Druga część zestawienia pojawi się już niedługo. Śledźcie zatem Facebooka Galaktyki i do usłyszenia!

czwartek, 28 maja 2020

Recenzja: Kygo "Golden Hour"

maja 28, 2020 0

Muzyka Kygo to swoisty paradoks. Utwory piekielnie zdolnego Norwega z jednej strony wpisują się w nurt muzyki tanecznej, z drugiej zaś są nieinwazyjne, ba nierzadko mają nawet właściwości relaksujące. Młody producent dzięki melodiom opartym na odpowiednio ukształtowanych partiach pianina niejednokrotnie zaznaczał swoją obecność w przestrzeni muzycznej, również w naszym kraju.

29 maja Kygo oddał w nasze ręce swój trzeci album, którego tytuł to "Golden Hour". 18 kawałków, z których większość to kolaboracje z mniej znanymi artystami pokazuje, że największa gwiazda muzyki tropical house nadal nie ma zamiaru odcinać kuponów od sławy. Norweg stawia na głosy, nie na nazwiska, i to akurat bardzo szanuję.

Przed premierą albumu mogliśmy usłyszeć aż 6 jego zapowiedzi. Najlepiej przez rozgłośnie radiowe odebrany został singiel stworzony z nieco zapomnianą Zarą Larsson i raperem Tygą.



Oczywiście przyznam, że powyższy utwór ma wiele cech, które predestynują go do odniesienia sukcesu. Według mnie zawodzi jednak w nim refren, który choć wpadający w ucho, rozczarowuje  pociętym modnie wokalem.

 Zdecydowanie lepiej słucha się kompozycji, w której za śpiew odpowiedzialna jest Sasha Sloan. I'll Wait to nie pierwszy kawałek pokazujący wielką moc duetu Kygo-Sloan. W przeszłości wspomniana dwójka wykreowała niesamowicie klimatyczną, prowadzoną w wolnym tempie piosenkę This Town.
Wracając jednak do I'll Wait, lekko przyćmiony głos Amerykanki perfekcyjnie kontrastuje z dynamicznym muzycznym tłem wykreowanym przez Norwega. Mam solidne przeczucie, że jest to utwór, który z czystym sumieniem będę mógł umieścić w gronie 10 najlepszych nagrań roku.




Jeśli chodzi o utwory zaprezentowane światu w dniu premiery płyty, łączy je poprzeczka zawieszona na określonym poziomie, poniżej którego mistrz muzyki tropical house nie zamierza schodzić. Oczywiście jest to w pewien sposób odtwórcze, mocno nawiązujące do nagrań z przeszłości, jednak właśnie w tym wyrazistym stylu tkwi siła Norwega.

Najlepsze wrażenie wywarły na mnie piosenki:

Beautiful (feat. Sandro Cavazza) - współpraca ze szwedzkim wokalistą wydaje się być swego rodzaju hołdem dla Avicii' ego. Piosenka zdecydowanie nawiązuje do stylu zmarłej w 2018 legendy muzyki elektronicznej. Pozycja obowiązkowa dla fanów Tima Berlinga, bo tak naprawdę nazywał się Avicii.




Could You Love Me (feat. dreamlab) - prawdziwie urlopowy hit. Być może nie będzie nam w tym roku dane wypoczywać na pięknych plażach z drinkiem w ręku, lecz dzięki Could You Love Me możemy powrócić do bezsprzecznie wakacyjnych wspomnień.



How Would I Know (feat. Oh Wonder) - nieco alternatywnemu Oh Wonder doskonale udało się zasilić melodię, która tym razem wykreowana została bez zbędnych fajerwerków. Brytyjski duet wniósł w powyższą piosenkę unikalną energię, z którą warto zapoznać ucho.



Hurting (Rhys Lewis) - za to także cenię Kygo - w przeciwieństwie do niektórych wiodących elektronicznych producentów, Norweg potrafi na chwilę wyjść poza szereg i zaserwować propozycję nie celującą w przebój, która nie rozsadza głośnika mocarnym beatem. Popuszczenie gazu nie zawsze oznacza naciśnięcie hamulca, co słychać najlepiej w Hurting.



Reszta wydawnictwa to zręczny balans pomiędzy stylem EDM, tropical house, a nawet deep housem. Oczywiście, jeśli chcielibyśmy znaleźć minusy wydawnictwa, na pewno udałoby się to nam. Być może dla niektórych styl Kygo podany w takiej ilości (przypominam - aż 18 piosenek) może stać się nużący. Nagrania są bowiem w większości utrzymane w podobnej stylistyce. Nie znajdziemy tu zatem zbyt wiele przełomowych muzycznych momentów. Nie otrzymamy żonglerki nietypowymi instrumentami czy ryzykownymi dźwiękowymi motywami. Niekiedy warto jednak być mistrzem własnej piaskownicy.
I tak uważam, że urodzony w Singapurze producent, jak na muzyczny świat, w którym się obraca, stara się wprowadzać do swojej twórczości sporo niecodziennych akcentów.

Podsumowując, Golden Hour to pozycja obowiązkowa dla miłośników muzyki elektronicznej. Na pewno zadowolone będą z niej również osoby śledzące komercyjne nowości. Daje głowę, że powyższe propozycje sprawdzą się także genialnie jako tło wakacyjnych wojaży. Jeśli nie w 2020 roku, to w przyszłe lato. Osobiście będę trwał przy zdaniu, że Kygo to geniusz muzycznego świata, który osobiście wykreował. Wciąż młody producent ma swój styl, którym podbił świat i którym nadal raczy nas na Golden Hour. Dla mnie to naprawdę przyjemna muzyczna podróż. A dla Was?

Ocena końcowa: 4/5



Po więcej muzycznych nowości i inspiracji zapraszam na mojego Facebooka ↓