poniedziałek, 14 czerwca 2021

Polecajki #17: "Idealne do biegania" - playlista Spotify

czerwca 14, 2021 0

 



Pogoda za oknem w końcu pokazała swoje najpiękniejsze oblicze, umożliwiając nam korzystanie z parków i innych terenów zielonych w luksusowych warunkach.

W związku z tym postanowiłem podzielić się z Wami playlistą stworzoną przeze mnie dla osób aktywnych. Choć jej tytuł to "Idealne do biegania", sądzę że może być ona umileniem czasu również dla osób uprawiających inne sporty.


Kluczem do doboru piosenek była myśl "pobudź mnie do działania". Znajdziecie tu zatem sporo gitarowego, szeroko pojętego jako rockowe grania, choć na pewno nie zabraknie kilku niespodzianek. 

Oddaje w Wasze ręce niemal 75 minut muzyki, która mam nadzieję będzie uzupełnieniem Waszego treningu.


Po więcej, różnorodnych playlist zapraszam Was do jednej z zakładek na moim blogu. Wystarczy kliknąć w poniższy link.


KLIKNIJ TUTAJ



Po aktualności ze świata muzyki zapraszam do centrum działania Galaktyki, czyli na mój profil na Facebooku. :)

niedziela, 30 maja 2021

Złota Siódemka - Najlepsze Piosenki Maja (zestawienie + playlista)

maja 30, 2021 0

Witajcie!

Kolejny miesiąc 2021 roku za nami. Wyjątkowo zimny maj nie rozpieszczał nas w kontekście pogody, jednak muzycznie kilka ostatnich tygodni sprawiło, że można było poczuć się lepiej. Parę ciekawych albumów, wiele interesujących singli, a przy tym powroty artystów, którzy znajdują się wysoko w mojej hierarchii świata dźwięków. Czas wybrać 7 najlepszych propozycji maja.


7. Martin Lange - Kłamiesz



6. Natalia Zastępa - Błysk




PRZECZYTAJ RECENZJĘ: NATALIA ZASTĘPA "NIE ŻAŁUJĘ"



5. Paula & Karol - Memories



4. Holly Humberstone - The Walls Are Way Too Thin



3. Sigrid - Mirror

Powrót Sigrid przyjąłem z otwartymi ramionami i uśmiechem na twarzy. Drobna Norweżka nadal kreatywnie bawi się muzyką pop, pokazując że bycie sobą jest w cenie. Z niecierpliwością czekam na więcej nowych rzeczy spod tego muzycznego adresu.



2. sanah - Warcaby

Wraz z drugim albumem sanah uderzyła w nieco inne tony niż na swoim debiutanckim krążku. I choć przy kilku propozycjach nieco omsknęła jej się noga, to nadal to co proponuje artystka jest ponadprzeciętne. Wśród najlepszych fragmentów wydawnictwa "Irenka" pragnę wyróżnić "Warcaby".




PRZECZTAJ RECENZJĘ: sanah - "IRENKA"



1. Bukahara - Friend

Jeśli szukacie piosenki z duszą, to grupa Bukahara wychodzi Wam naprzeciw. Fenomenalny powrót ukazujący siłę akustycznych brzmień. Muzyka naprawdę potrafi leczyć. Przekonajcie się sami.



Tradycyjnie przygotowałem dla Was także playlistę w serwisie Spotify, Tym razem to niemal 2,5 majowej muzyki, w której niebagatelną rolę odgrywają polscy artyści. O ile oglądając Eurowizję wielu z nas nie czuło wielkiej dumy przy występie naszego reprezentanta, o tyle słuchając rodzimych propozycji z poniższego zestawienia możemy stwierdzić, że jeszcze polska (muzyka) nie zginęła... :) Choć (jak zwykle) znajdziecie tu też sporo zagranicznych kawałków! 


 


Po aktualności ze świata muzyki zapraszam do centrum działania Galaktyki, czyli na mój profil na Facebooku. :)

wtorek, 25 maja 2021

Recenzja: Natalia Zastępa "Nie Żałuję"

maja 25, 2021 0



"Każdy chce więcej, szybciej..." - taki wers zaczyna jeden z utworów z debiutanckiej płyty Natalii Zastępy. Na szczęście młoda artystka nie jest każdym i bardzo rozsądnie dała sobie dobrą chwilę od  czasu udziału w The Voice of Poland na spokojne stworzenie i dopracowanie pierwszego w swojej karierze albumu.
 
Wydawnictwo o nazwie "Nie żałuję" trafiło na sklepowe półki w ubiegły piątek, a dzisiaj trafia pod lupę Galaktyki Muzyki. 


To, co rzuca się od razu w oczy, a właściwie "w uszy" po pierwszym odsłuchu debiutu Natalii to fakt, że 18-latka chciała pokazać nam kilka oblicz. Młoda artystka nie ukrywa swoich różnorodnych muzycznych inspiracji, które na pewno wywarły niebagatelny wpływ na jej własne propozycje. Dzięki temu mamy okazję obcować z bardzo oryginalną mieszanką brzmień. 

Gatunkowo płyniemy od soulowego, tytułowego "Nie Żałuję", przez indie-popowe "Wiesz Jak Jest", po rockowe "Nie Przegap". Wszystkim kompozycjom przyświeca jednak wspólny mianownik w postaci silnego, mocno osadzonego wokalu piosenkarki urodzonej w Krapkowicach. I tutaj należy się komplement, ponieważ Natalia fenomenalnie odnalazła się zarówno w szybszych kawałkach, jak i bardziej rzewnych kompozycjach. O jakości umiejętności wokalnych 18-latki najłatwiej przekonać się włączając bardzo dojrzały muzycznie utwór "Za wcześnie". Ostatnia piosenka na płycie jest niejako przypieczętowaniem interesującej dźwiękowej i stylistycznej zabawy formą, która przyświeca całości materiału. 


Warto zwrócić również uwagę na fakt, że wszystkie kawałki zawarte na "Nie Żałuję" posiadają polski tekst. Stworzenie czegoś co ma ręce i nogi w języku ojczystym to zadanie, na którym wyłożyło się sporo dużo bardziej doświadczonych artystów.  W tym miejscu należy zauważyć, że oprócz Natalii, w kształtowaniu wizji materiału brały udział dobrze znane w branży nazwiska, m. in. Juliusz Kamil oraz Zuzanna Jurczak (czyli płynąca na fali zasłużonej popularności sanah). 





Moim zdaniem oprócz skrajnych kompozycji z tracklisty ("Nie Żałuję" oraz "Za Wcześnie") warto zwrócić uwagę na piosenki:

"Rudy" - kawałek, który możecie kojarzyć z rozgłośni radiowych. Jest to jednak jeden z tych komercyjnych wyjątków, którym warto było kibicować. Wyśmienity dźwiękowy kształt refrenu zdobył moje serce dawno temu.

"Błysk" - świetny popowy numer. Z przyjemnością słucha się tak umiejętnie podanego udanego tekstu. Murowany kandydat do miana następnego singla. 

"Kłopoty" - niesamowicie rytmiczna piosenka z delikatnie rockowym refrenem. Idealna propozycja na energetyczną playlistę do samochodu.


Podsumowanie: Biorąc pod uwagę wszystko o czym pisałem powyżej, z czystym sumieniem mogę polecić Wam płytę "Nie Żałuję". Nagrania Natalii to piękne odbicie piłeczki od rodzimych muzycznych trendów zdominowanych przez autotune'owy rap, po wysłuchaniu których człowiek ma ochotę zapytać: "Quo Vadis, polska muzyko?". Żywe instrumenty budują tutaj zróżnicowane muzyczne tło, przez które ze zwinnością baletnicy przedziera się silny wokal Natalii. Kilka numerów na pewno na stałe zapiszę się w mojej pamięci. Sądzę, że zasługują one na zdecydowanie większą atencję. Rytm, styl i klasa - to najlepszy opis wydawnictwa "Nie Żałuję". Czas, abyście przekonali się o tym na własnej skórze. Warto!

Ocena końcowa: 3,8/5



poniedziałek, 17 maja 2021

Recenzja: Plastic "Space"

maja 17, 2021 0


Osobom, które śledzą wydarzenia na polskim rynku muzycznym z pewnością mignęła gdzieś kiedyś nazwa Plastic. Choć duet aktywny od 2003 roku nie jest bożyszczem mainstreamowych rozgłośni radiowych, kilkukrotnie swoją wizją muzyki tanecznej porządnie zamieszał w świecie ułożonych pod słupki słuchalności playlist. 


Zespół zagrał bowiem na największych festiwalach w Polsce, próbował swoich sił w eliminacjach do Eurowizji, a stosunkowo niedawno jego utwór znalazł się na ścieżce dźwiękowej głośnego filmu "Sala Samobójców: Hejter".



Pomimo tego płyta "Space" jest dla mnie pierwszym krążkiem formacji Plastic, który dane mi było wysłuchać w całości. Czas zatem podzielić się z Wami moimi myślami, które zapełniły tę pustą dotychczas kartę.


Już pierwszy kontakt z materiałem duetu pokazuje, że będziemy mieli tu do czynienia z niekonwencjonalnymi rozwiązaniami. Po smyczkowym wstępie nagle uderza w nas fala elektronicznej energii. Muszę przyznać, że jest to jedno z najbardziej nieprzewidywalnych przejść jakie mi dane było usłyszeć KIEDYKOLWIEK.


Pierwsze dźwięki syntezatorów zapowiadają prawdziwy kosmiczny wojaż, którego doświadczamy przebywając w otoczeniu Plasticu. Gdybym miał własnymi słowami sklasyfikować dźwiękowe dokonania polskiego duetu określiłbym je mianem muzyki orbitalnej. Nuty płynące z keyboardów, gitar i reszty instrumentów są jak paliwo rakietowe, które pozwala odlecieć w kompletnie inny świat. I rzeczywiście taka wyjątkowa muzyczna rzeczywistość wylewa się wiadrami niemal w każdej sekundzie trwania albumu "Space".


Momentami dryfujemy w stronę elektronicznych zagrywek budzących wspomnienia udźwiękowienia legendarnych platformówek ("Gonna Get U"), chwilami zbliżamy się w rejony bardziej housowego vibe'u ("Tears On My Party Night"), by po chwili zaczerpnąć ze źródeł twórczości Earth, Wind & Fire ("Dream Dancing - I Hear The Music"). 


Jak pokazał już sam start, muzyczna Plasticowa rakieta nie boi się obierać zaskakującego kursu. Kilkukrotnie jest to niewiarygodnie zdumiewający skręt. I tak, np. w przypadku piosenki "I Can Go On" w płynącą syntezatorową kompozycje skrzętnie wpleciono instrumenty smyczkowe. Przy kolejnym na liście utworze "Waiting For A Plane" do współpracy zaproszono m. in. jazzmana z nagrodą Grammy w kieszeni - Włodka Pawlika. Efekt na pewno na niejednej twarzy wywoła szczere zdziwienie, ale raczej to z gatunku pozytywnych.



Na szczęście nasza wycieczka pełna niespodzianek w zdecydowanej większości jest intrygującym wojażem. Cały materiał zatrzymuje się w zasadzie tylko dwa razy. Po raz pierwszy i  bardzo niespodziewany przy infantylnym refrenie piosenki "I Don't Wanna Know". Na moment człowiek ma ochotę opuścić tę muzyczną ekspedycję. Na szczęście po chwili nasz pojazd do poznawania dźwięków nie z tej ziemi wraca na dobre tory. 


Drugim fragmentem, w którym "Space" wyhamowuje jest kończąca krążek kompozycja "Without You". Tym razem jest to jednak planowane spowolnienie, pozwalające dotrzeć nam do szczęśliwego finału.



Podsumowanie: Przez prawie 53 minuty trwania nowego materiału grupy Plastic zwykły człowiek ma okazje sięgnąć kosmicznych doświadczeń. Propozycje zawarte na płycie "Space" na pewno nie należą do najłatwiejszych w odbiorze. Niewprawiony słuchacz poczuje się jednak bardzo komfortowo odpalając utwory "Dream Dancing - I Hear The Music" oraz "I Can Go On". 


Reszta pozostaje gratką dla muzycznych eksploratorów szukających niekonwencjonalnych rozwiązań. Od strony kreatywności, zabawy dźwiękiem i budowania naszpikowanych detalami kompozycji "Space" to bowiem mały majstersztyk. Autorzy nie zamierzali iść w stronę mainstreamu i teraz na pewno będą musieli zmierzyć się z pozytywnymi i negatywnymi rezultatami tej decyzji. Życzę im jednak, aby w tych trudnych czasach ich muzyka dotarła do jak największej grupy słuchaczy, bo absolutnie na to zasługują.




Po aktualności ze świata muzyki zapraszam do centrum działania Galaktyki, czyli na mój profil na Facebooku. :)

wtorek, 11 maja 2021

Recenzja płyty "Irenka", czyli o minimalnym zawodzie miłosnym wobec sanah

maja 11, 2021 0


Kiedy w zeszłym roku sanah pojawiła się na rodzimym rynku muzycznym, wszyscy czuli niemałe zafrapowanie, zastanawiając się, jakim cudem tak szybko można podbić listy przebojów i serca rodaków.


PRZECZYTAJ: Recenzja piosenka po piosence - sanah "Królowa dram"


Minął zaledwie rok od premiery pierwszego albumu Zuzanny, a tu już kolejny krążek i to z zapowiadającymi go wielkimi hitami. Oczekiwania po gorącym przyjęciu "Królowej dram" musiały być wielkie. Zobaczmy, czy młodziutka artystka poradziła sobie z tzw. syndromem drugiej płyty.



Po bardzo "irenkowym" intro, które niektórym może wydać się dość infantylne, album wita nas dość przeciętnym muzycznie "Co ja robię tutaj". Piosenka brzmi trochę jak zaginiony krewny "Rzeki marzeń" z repertuaru Beaty Kozidrak. Niestety to, co przystoi w pustyni i w puszczy, nad Wisłą nie zdaje egzaminu.

Po chwili wskakujemy w buty dobrze znanego "No sorry", które podobnie jak "Bujda" (również na "Irence") dobrze zapadły już w moją pamięć. Nie bardzo jednak wiem, po co przy obu kawałkach pojawiają się dopiski (kolejno - "to dłuższe" oraz "większa"). Wersje zawarte na krążku niemal nie różnią się od wcześniej przedstawionych, dlatego takie słowne bonusy wydają mi się zbędne. Nie zmienia to faktu, że obie kompozycje nadal budzą we mnie pozytywne doznania.

Czwartą propozycją na "Irence" jest "To koniec". Utwór prezentuje całkiem przyjemnie zaaranżowane zwrotki, jednak w refrenie wieje nudą. Po raz n-ty sanah w tekście porusza temat płaczu, co nawet dla mnie (pozytywnie nastawionego do jej osoby) jest dość irytujące. 



Na szczęście za momencik w słuchawkach pojawiają się "Warcaby". Gdyby cała płyta stała na poziomie tej piosenki, mielibyśmy album roku. Ewidentnie jest to kandydat do miana hitowego singla. Taneczny beat nawiązuje trochę do "Szampana", pozwalając cieszyć się nam polskim disco o dobrym smaku.

Na uwagę zasługuje także minimalistyczna dźwiękowo "2:00". Połączenie pianina i skrzypiec podbija tylko wydźwięk emocjonalnego tekstu, w który w tym wypadku się po prostu wierzy. Kompozycja z gatunku ballad, ale tych przyjaznych słuchaczowi.



Dzięki "Interludium" przez moment zaskakująco odbijamy w stronę muzyki klasycznej. Krótki instrumental z skrzypcami w roli konduktora, zapowiada chwilową przesiadkę do nieco innego pociągu. Tytułowa "Irenka" jest bowiem wentylem bezpieczeństwa, który pozwala sanah spuścić z siebie wszystkie negatywne emocje wywołane minusami sławy. Kompozycyjnie to najbardziej kreatywny moment na nowej płycie. Chętnie usłyszałbym ten utwór w wersji z orkiestrą symfoniczną, bo już w odsłonie albumowej smyczkowe poczynania wymieszane z z bagażem odczuć opowiadającej historię bohaterki przyprawiają o gęsią skórkę.



Zamknięty w antyeklektycznej klatce "wars", prowokuje we mnie skrajne doznania. Z jednej strony nie doświadczymy tu wielkich dźwiękowych uniesień, z drugiej jednak monotematyczny keyboard buduje unikalny nastrój, który przywodzi moje myśli w stronę muzycznego tła twórczości Darii Zawiałow. Bije z tej piosenki wciągający smutek.

"etc." w wersji disco totalnie nie przypadło mi do gustu. Myślałem, że to kwestia tekstu. Jednak kiedy miałem okazję zapoznać się ze spokojniejszym wariantem tej piosenki, stwierdziłem że to w muzyce był większy problem. Trochę jakby z topornego pąka wyrósł piękny, zwiewny kwiat. Nie będzie to moja ulubiona piosenka sanah, ale spokojnie da się jej posłuchać bez wyrazu zniesmaczenia na twarzy (jak przy wersji "na disco"). 



Chwile przed pojawieniem się na "Irence" jednego z największych hitów tego roku, bardzo udanego "Ale jazz!", w słuchawkach wybrzmiewa "ten Stan" - utwór z gatunku prostolinijnego popu, utrzymany w obiecującym w tonie tekście, a przy tym mocno wkręcający się w umysł. Nieskomplikowany refren trochę kojarzy mi się z piosenkami Honoraty Skarbek, co dla sanah chyba nie jest nobilitacją...


Ostatnia kompozycja z drugiej studyjnej płyty sanah prowadzi nas przez opanowane emocjonalnie i rytmicznie rewiry. Wolne tempo i czysta forma dźwięku powinny być sprzymierzeńcami autorki "Królowej dram", tymczasem "To był dobry dzień" nie budzi zachwytu. Powiedziałbym, że pozostawia mnie w totalnej obojętności. Może lepiej było skończyć na "Ale jazz!".


Podsumowanie: Nawiązując do tytułu tego wpisu, muszę przyznać że poczułem minimalny zawód miłosny wobec sanah. Stało się tak dlatego, że moje oczekiwania wobec "Irenki" były gigantyczne. Wyobrażałem sobie, że to wydawnictwo będzie śmiało stawać w szranki w walce o tytuł albumu roku. Po świetnej "Królowej Dram" spodziewałem się kolejnej petardy. Choć może druga płyta sanah nie zasłużyła na takie miano, szczęśliwie ja i Wy nie otrzymaliśmy również niewypału. Powiedziałbym, że "Irenka" w połowie jest wybitna, a w połowie bardzo przeciętna. Z nowych utworów koniecznie musicie posłuchać "Warcab" oraz tytułowej kompozycji.


Mimo niewielkiego rozczarowania częścią nowych piosenek, nadal pałam muzyczną miłością wobec sanah i życzę jej jak najlepiej. A dzięki umieszczeniu na albumie kilku znanych szerokiej publiczności i co ważne jakościowych hitów ocena końcowa wcale nie wygląda źle. 


Ocena końcowa: 3,83/5




Po aktualności ze świata muzyki zapraszam do centrum działania Galaktyki, czyli na mój profil na Facebooku. :)