27. maja Wrocław miał dwa powody do świętowania. Po pierwsze koszykarze Śląska sięgnęli w pięknym stylu po mistrzostwo Polski, po drugie do lokalnej Hali Orbita znanej również doskonale miłośnikom basketu zawitała sanah. Największe żeńskie objawienie polskiej sceny muzycznej ostatnich lat postanowiło przedstawić nam smakowitą mieszankę muzyki, wizualizacji i emocji ubraną w koncert pod nazwą "Uczta".
Czy warto było zasiąść z panną Zuzanną do muzycznego stołu? Zapraszam do przeczytania mojej oceny wspomnianego koncertu. :)
Na wstępie pragnę zaznaczyć, że pozycja wypracowana przez sanah w ciągu kilkunastu minionych miesięcy pozwoliła jej na stworzenie wydarzenia z potężnym rozmachem. O ile jej poprzedni koncert, na którym dane mi było się pojawić jedynie delikatnie częstował nas wyobraźnią sceniczną Zuzi, o tyle "Uczta" była w tym zakresie eksplozją głęboko skrywanych pomysłów i artystycznych wizji.
Dodatkiem do muzyki zaserwowanej nam m. in. przez rozbudowana sekcję smyczkową były bowiem kilogramy konfetti, nostalgiczne bańki mydlane, czy najprawdziwszy wodospad.
Doświadczyliśmy nie tylko miksu tekstur, ale również bardzo szeroko pojętego przenikania się stylów. Sztuka mistrzów kompozytorskich i malarskich mieszała się bowiem z zabawą kiczem, ckliwe ballady zaś z pełnymi klubowej energii hitami. Dzięki temu autorka "Irenki" rozpaliła publiczność zgromadzoną w Hali Orbita do czerwoności. Choć przez bardzo słabą wentylację hali, miała nieco ułatwione zadanie. :)
We Wrocławiu 24-latka wykonała swoje największe przeboje, z "Szampanem" i "Ale jazz!" na czele. Nie mogło oczywiście również zabraknąć kompozycji z jej ostatniej płyty nagranej z plejadą polskich artystów. Największą ekscytację publiki wzbudziło odśpiewanie rządzącego obecnie w rodzimych rozgłośniach radiowych singla "Szary świat". Zamiast Kwiatu Jabłoni musieliśmy zadowolić się jednak wokalami dwóch wspierających Zuzannę wokalistek chórkowych, które zresztą subtelnie dopełniały jej głos przez cały koncert.
Spotykałem się z różnymi opiniami na temat umiejętności wokalnych sanah. Myślę, że wszyscy którzy wątpią w jej talent w tym zakresie, powinni udać się na jeden z koncertów artystki. Oczywiście 24-latka nie posiada głosu wielkiej diwy, jednak nie przeszkadza jej to w skutecznym zaczarowaniu słuchacza.
Jeśli dołożymy do tego instrumenty (skrzypce, pianino), w obsłudze których sanah radzi sobie bardzo dobrze, mamy okazję zdać sobie sprawę, że obcujemy z jedną z najzdolniejszych artystek młodego pokolenia w naszym kraju.
We Wrocławiu, jak zresztą wszędzie indziej, Zuzanna była bardzo naturalna. Wokalistka kilkukrotnie pozwoliła sobie na wyjście poza schemat koncertu. Czy to komentując coś w swoim nieco roztrzepanym stylu, czy to przedstawiając nową dźwiękową niespodziankę.
Na pewno niemałym zaskoczeniem było zaprezentowanie przez sanah muzycznej interpretacji wiersza Wisławy Szymborskiej pt. "Nic dwa razy". Jak zdradziła sama artystka, to dość spontaniczny pomysł, który przyszedł jej do głowy w dniu koncertu.
W ramach "Uczty" w stolicy Dolnego Śląska gościnnie (choć w swoim mieście) w Hali Orbita zaśpiewała Natalia Grosiak (artystka związana m. in. z grupą Mikromusic). Oprócz wykonania piosenki "Czesława", gość koncertu przedstawił z główną gwiazdą wieczoru wspólne wersje piosenek "Takiego chłopaka" oraz "Tak mi się nie chce". Muszę przyznać, że publiczność przyjęła to ze sporym entuzjazmem.
W mojej klasyfikacji wymarzonych przedstawicieli z tracklisty "Uczty" pani Natalia była mniej więcej w środku stawki. Dlatego nie byłem zawiedziony, ale również nie obserwowałem tego fragmentu koncertu z zapartym tchem.
Każdy ceni w muzyce inną wartość - dlatego właśnie może ona dotrzeć do serc tak wielu ludzi. Serca widzów i słuchaczy w Hali Orbita bez dwóch zdań należały do sanah. Choć nie sposób nie docenić jej zespołu. Artystka zadbała o to, aby każdy z członków towarzyszącej jej załogi mógł przez chwilę być w centrum uwagi. I tak sekcja smyczkowa świetnie wpasowała się w repertuar Zuzanny z "Czterema porami roku" Vivaldiego, jeden z gitarzystów mógł poczuć się jak szeryf na dzikim zachodzie podczas utworu "Ostatnia nadzieja", a genialny Paweł Odoszewski jak zwykle błyszczał za pianinem.
Około dwugodzinny występ sanah był nie lada gratką nie tylko dla jej fanów. Punktem kulminacyjnym muzycznej uczty i zarazem momentem namacalnego catharsis okazało się wykonanie piosenki "Sen we śnie". Podczas niego spod sufitu wrocławskiej hali polała się woda nawiązująca do łez, o których mowa w tekście wspomnianego utworu. Przejrzysta ciecz zgodnie z planem spadła wprost na gwiazdę wieczoru, która dokończyła występ w przemokniętej sukience. Nie przeszkodziło jej to jednak w zagraniu bisu, którym okazał się kawałek "Eldorado". I była to idealna klamra dopinająca piątkowe widowisko. Eldorado bowiem jednoznacznie kojarzy się ze złotem, a właśnie złotem okazała się artystyczna wizja "Uczty" wymyślona przez Zuzannę Irenę Jurczak vel. sanah. Należą się jej za to podziękowania i gromkie oklaski (które zresztą nie raz rozbrzmiewały w Hali Orbita)!